Ale to był wyjazd!!! Kasia, Beata i Andżelika razem z opiekunką ich grupy Moniką, wyjechały na kilka dni do Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Dziewczyny długo przygotowywały się do wyjazdu. Ćwiczyły wspinanie na 2wieżach oraz uczyły się jak rozbijać i składać namiot. I wreszcie zbierały pieniądze na wyjazd na pchlim targu podczas Dnia Sąsiada organizowanego przez Ochocian. Jak było na wyjeździe? By się tego dowiedzieć oddajmy głos dziewczynom:
W końcu nadszedł dzień wyjazdu. Pełne entuzjazmu wyruszyłyśmy pociągiem TLK relacja Warszawa-Zawiercie. Miejsca miałyśmy przednie, tuż przy ubikacji. Ale te niezbyt komfortowe warunki nie popsuły nam humoru i? apetytu. Z Zawiercia zostałyśmy odebrane przez pana Emka samochodem i zawiezione prosto na Straszykową Górę, która przez 3 dni była naszym domem (dom, czyli 2 pokojowy namiot, ale z salonem!). Pierwsza noc minęła nam spokojnie. Następny dzień, niestety, przywitał nas deszczem. Jednak to nie przeszkodziło nam w realizacji planów: chodzenia po jaskiniach i wspinania się na Straszykową Skałę. Pierwsza z jaskiń zrobiła na nas ogromne wrażenie. Czołgamy się, pełzamy i przeciskamy przez różne szczeliny ? całe brudne i ogromnie zadowolone. W jej wejściu zjadamy wykwintny obiad, składający się z parówek, chleba i ketchupu. Druga z jaskiń to jaskinia z kominem. Tylko Andżelika i Monika odważyły się do niej wejść. A co! Do odważnych świat należy! Kiedy już się wyłaziłyśmy po jaskiniach wracamy do naszego obozu, całe mokre i okropnie brudne. Na szczęście pogoda, niczym kobieta, jest zmienna i powoli zaczyna wychodzić słońce, więc szybko ubieramy suche rzeczy, robimy powtórkę wykwintnego obiadu i idziemy wspinać się na naszą skałę. Wieczorem, zmęczone siadamy na chwilę, by podziwiać przepiękny zachód słońca, a potem rozpalamy ognisko, suszymy nasze buty i spać.
Następnego dnia? zaraz, zaraz, nie wszystko naraz. Co robiłyśmy następnego dnia dowiecie się kiedy indziej.
(by Monia)