Już minęły dwa miesiące. Drugi raz poczuliśmy, że my przyjezdni (ekipa SCU) jesteśmy częścią Brzeskiej. Postrzegają nas jako trochę za normalnych/innych (bo jesteśmy mili, nie przeklinamy, nie bijemy i nie krzyczymy do tego się uśmiechamy) ale wspólnie z dzieciakami trzymamy sztamę. Młodzi wybiegli z bram licznymi grupami, jak tylko nas zobaczyli. Zaczęliśmy do robienia instrumentów - grzechotek z pojemników od jogurtów. Potem skakaliśmy na skakance, ganialiśmy się po spalonej kamienicy, falowaliśmy kolorową chustą klanza, graliśmy w gumę. Znowu ekipa SCU przegrała mecz w piłkę nożną 3:7 i musieliśmy stawiać colę. Zaskakujące było to, że podczas przeciągania liny przybiegli do nas obserwujący nas dorośli, młodzi mężczyźni. Postanowili się przyłączyć i tak się zaangażowali, że sprawdzali, który z nich jest najsilniejszy. Mieli dużą publiczność podziwiających ich dzieciaków. Pod sam koniec spotkania (które trwało ok. 4 godzin!) kilkanaście osób mieszkających na Brzeskiej oprowadziło nas po jej okolicach. Zobaczyliśmy, gdzie można umyć ręce (któraś z kamienic ma zlew na korytarzu). Chodziliśmy po dachu garażu i po zniszczonych murach - pozostałościach starych, rozebranych kamienic. Wszyscy zmieścili się także przez dziurę w płocie. Dzieci nie chciały dać nam odejść. Wiele młodych dziewczynek przytulało się, skakało na nas i ściskało. Chłopcy cieszyli się jak wzięło się ich na barana. Dużo zadowolenia przyniosła karuzela - każdy chciał być trzymany za ręce i latać dookoła. Ustawiały się kolejki, aż nie mieliśmy już siły. Dominik już sam jeździ na monocyklu! Przejeżdża prawie całą Brzeską. Jest niesamowity. Nauczył się jeździć na jednokołowym rowerze w 6 godzin. Czterech chłopców pojechało z nami aż do centrum. Posiedzieliśmy na Chmielnej i pooglądaliśmy grających Indian. Fajnie, że mogliśmy pokazać im skąd jesteśmy. Z ekipy SCU byli: Kasia, Ania, Agnieszka, Grześ, Mateusz, Marysia i Marta. Na spotkanie przyszło około 30 dzieci i młodzieży. Na kolejne spotkanie zapraszamy 1 lipca. Przybywajcie!