Jesienna aura była tego dnia po naszej stronie. Ekipa SCU pojawiła się na Brzeskiej jak zwykle około jedenastej. O tej porze roku to dla młodszych dzieci dość wczesna pora i nie widać ich jeszcze na ulicy. Starsi grali już w kosza na niedawno powstałym boisku na Piaskach. Dołączyliśmy do nich i czekając, aż zbierze się więcej dzieci ustaliliśmy, że zagramy mecz o oklepaną już "colę". Na boisku było pełno piachu i grać było nie tylko nieprzyjemnie, ale też trochę niebezpiecznie. Wpadliśmy więc na pomysł, że załatwimy jakąś miotłę lub szczotkę i zrobimy porządek. Choć to nie do wiary, szczotka pojawiła się w mgnieniu oka, dzięki uprzejmości pana z pobliskiego warsztatu samochodowego. Zaczęło się zmiatanie. Każdy chciał spróbować. Jedna osoba zmiatała, reszta wciąż grała. Sprzątaliśmy na zmiany. Kiedy dwucentymetrowa warstwa piachu została usunięta z boiska okazało się, że część chłopaków musi iść. No cóż, my też mieliśmy, tak naprawdę, inny scenariusz na ten dzień. W międzyczasie pojawiła się już spora grupka dzieci i mogliśmy przedstawić im naszą propozycję. Chcieliśmy podzielić wszystkich na dwa zespoły i pobawić się w podchody. Większości pomysł się spodobał i chwilę później mieliśmy już dwa zespoły wybrane "na skakane" przez kapitanów. Rozdaliśmy papier, długopisy i kredę, objaśniliśmy sobie znaki patrolowe i uciekająca drużyna ruszyła "w miasto". Wszyscy byli mocno podekscytowani. Grupa, która goniła miała odczekać pół godziny przed wyruszeniem w ślad za uciekającymi. Bardzo trudno było przekonać dzieci do cierpliwości. Nie pomagały gry w kółko i krzyżyk, w berka i inne atrakcje. W pewnym momencie dwóch najbardziej niecierpliwych chłopców, ignorując resztę, na własną rękę pobiegła śladem uciekającej drużyny. Nie było innego wyjścia. Trzeba było ruszać. Odnajdywanie strzałek okazało się nie łatwe. W głowach Brzeszczaków szybko pojawiły się wątpliwości co do sensu całej imprezy. Jakoś udało się jednak przezwyciężyć kryzys i dotarliśmy do pierwszego zadania. Kredą narysowana na ziemi koperta oznaczała, że nieopodal znajduje się list. Chłopcy szybko go znaleźli i odczytali. Pierwsze zadanie to liczenie okien w kamienicy. Odrobina matematyki - tabliczka mnożenia okazała się bardzo potrzebna. Udało się. Kolejne zadania polegały na uzbieraniu odpowiedniej ilości złotych jesiennych liści, wyjęciu wyborczej ulotki z przeszklonej gabloty, machaniu pasażerom autobusów i liczeniu miejsc parkingowych. Co ciekawe, drużynie uciekającej udało się skontrolować, czy machaliśmy , czy nie machaliśmy do warszawian w autobusach. Warto było przełamać tremę i pomachać. Niektóre zadania wymagały dobrej pamięci i towarzyskiego obycia, a inne odrobinę sprytu i odwagi. Trzeba było zapytać, w kawiarni o ceny napojów. Drużyna uciekająca miała dużo radości, mogąc podglądać poczynania goniących przez okienko w bramie. Ostatnie zadanie związane było z miejscem, które w bliskiej przyszłości stanie się świetlicą dzieci z Brzeskiej. W witrynie lokalu należało policzyć ilość kwadracików w drucianej kracie. Zadanie to zostało początkowo przeoczone przez goniących, ale błąd ten został później nadrobiony. Kratki liczyliśmy po kilkunastominutowych poszukiwaniach członków uciekającej drużyny, którzy ukryli się w ruinach budynków przy Brzeskiej 29/31. Ostatnie zadanie stało się później pretekstem do rozmowy z dziećmi na temat przyszłej świetlicy. Rozmawialiśmy w jakich godzinach powinna być otwarta i co ciekawego powinno znaleźć się w środku. Pojawiły się pierwsze propozycje pomocy przy odnawianiu lokalu. Na pierwszy rzut oka widać, że wszystkim zależy by powstało miejsce, gdzie można ciekawie spędzić czas. Jest to ważne, zwłaszcza, że idzie zima. Niestety atmosferę dobrej zabawy zepsuła nam tego dnia wiadomość, że ktoś ukradł Kasi telefon. Myśleliśmy, że mamy już ten etap za sobą. Nie zrobiła tego na pewno osoba, którą znamy, a raczej ktoś obcy. Do "naszych" mamy już pewne zaufanie. Telefon był stary i nic nie wart, ale utrata karty z numerem jak zwykle bolesna. Kasi zrobiło się przykro, że spotkało ją coś takiego w zamian za cały wysiłek i pozytywną energię, którą poświęca dla dobra dzieciaków. No cóż, spróbujemy jeszcze odzyskać telefon. We wszystkich wyżej opisane hecach i zabawach wzięła udział grupa około dwudziestu dzieci i czwórka wolontariuszy SCU. Byli to Ania, Kasia, Marta i Przemek. Wielkie dzięki wszystkim za dobra zabawę i poświęcony czas.