Ogródki 2011
Co dalej z ogródkami? O nich oczywiście nie zapomnieliśmy!
Nasi dzielni ogrodnicy zjawiali się regularnie na podwórkach. Dosadzali nowe kwiaty, podlewali wcześniej zasadzone rośliny, usuwali chwasty i zwiędnięte liście i ogólnie bardzo dbali o to, aby ich ogródki wyglądały jak najlepiej. Co jakiś czas, zjawiali się również rodzice, którzy pilnowali, żeby dzieciaki nie podlewały roślin dość obficie, albo po prostu służyli radą, gdzie posadzić jaką roślinę. W tym roku, ze względu na sprzyjającą pogodę, działania ogródkowe i podwórkowe odbywały się wyjątkowo długo, bo aż do jesieni! Już nie możemy doczekać się kolejnego sezonu, kiedy to znów będziemy mogli rozwijać swoje ogrodnicze kompetencje.
W tym tygodniu odbyły się dwie udane akcje ogródkowe, najpierw pod 19 we wtorek zasadziliśmy w trzech doniczkach dynie, cukinie i kwiaty i zostawiliśmy doniczki przy Maryjce pod opieką dzieci. Gdy pytaliśmy co najchętniej dzieci by zasiały, padała odpowiedź “pomarańcze i banany”
W czwartek pracowaliśmy z Kasią prawie do 21 sadząc kwiaty (róże,fleksy, jeszcze kilka innych rodzajów). Najpierw pod 9 by premiować nasz najciekawszy ogródek bratkowy rozpoczęty od zera, który się utrzymał dzięki podlewaniu przez sąsiadki. Tam niestety nie było jak skuć betonu mimo intensywnych prac. Udało się zasadzić dwie róże. Resztę roślin z udziałem Janka – rzeźbiarza – zasadziliśmy pod 17-tka na tyłach i wokół Maryjki. W pewnym momencie chyba z 20 dzieci z różnych podwórek brało udział w tym – głównie maluchy. Gdy szedłem po dodatkową ziemię do klubu, chętni się rwali. Pewna mała dziewczynka się chwaliła “ja to już raz weszłam do klubu” inni byli tak ciekawi co jest w środku, że pozwoliłem trójce małych pionierów obejrzeć klub. I oczywiście nawet mały i grzeczny Krzysiu musiał uderzyć w worek. To chyba taki najlepszy rodzaj oswojenia z klubem…
Zapraszamy wszystkich na kolejne akcje, najbliższa już w ten piątek
W tym tygodniu odbyły się dwa spotkania. We wtorek dokonaliśmy przeglądu dotychczasowych ogródków i nawożenia z udziałem naszych najbardziej stałych bywalców. Okazało się, że bratki zasadzone pod “dziewiątką” gdzie nie ma ogródka ciągle żyją i miały się wręcz świetnie. Dzieciaki bardzo lubią podlewać kwiatki i siebie nawzajem. Szczycą się tym, że potrafią “załatwić” wodę. Było też trochę rozmów z dziećmi, rodzicami i mieszkańcami.
W środę przed piknikiem sialiśmy dynię i cukinie w doniczkach. Podeszliśmy do nowej bramy po drugiej stronie klubu naprzeciwko, gdyż grało w niej w piłkę pięciu nieznanych nam bliżej Brzeszczaków. Najpierw najmniejszy Olek zapalił się do pracy ogrodniczej, ci nieco starsi z początku niezainteresowani podeszli później. Rwali się do tego by choć trochę ziemi móc włożyć, zasiać ziarnka. Gdy skończyła się nam ziemia została konewka i tradycyjna zabawa około-ogródkowa czyli podlewanie konewkami kolegi. Oczywiście najmniejszego. Tym razem przesadzili trochę i nasz może 7-8-letni aktywista był cały mokry. “Szczęśliwie” zdążył kopnąć głównego podlewacza zanim pobiegł do mamy.Trochę z nimi próbowaliśmy rozmawiać z Kasią o tym jak się z tym czujemy w tej sytuacji i co nam się nie podoba. Potem jeszcze były zabawy organizowane przez stażystów, które udokumentowała fotograficznie Marta z Klitki.
Zapraszamy wszystkich chętnych na ogródki w najbliższy wtorek i środę od 17
Wasza Ogródkowa Ekipa
Dziś pracowaliśmy w duecie z Kasią. Zaczęliśmy od podlewania dotychczasowych roślin preparatem EM, który dostałem od znanego bębniarza Słomy. Podlewaliśmy bratki pod Pawiarnią i (a także rosliny pod 11 i 7 -rosną dobrze). Dzieciaki są przywiązane do określonych roślinek, na przykład chcą by więcej preparatu poszło na ich słonecznik, a nie ten z lewej. Potem na placyku pod Pawiarnią zasialiśmy w doniczkach nasiona. Uczestniczyła w tym gromadka 4 dzieciaków: Anetka, Wiola, Oskar, Oliwka plus okazjonalnie inne, takie dzieci “doskokowe”. Dzieciaki dostały po doniczce na koniec, a reszta doniczek została w klubie i będziemy je przesadzać jak wykiełkują. W pewnym momencie pojawił się pan z małymi szczeniakami i dzieciak i pobiegły do piesków i znikły nam na trochę, jednak piesek to ciekawsza sprawa niż rośliny. Oczywiście takie atrakcje jak schowanie nasion czy kłótnia o doniczki, albo duszenie się pod drodze następowały, ale raczej “lightowo” było. Były też dyskusje, komu mam pozwoli hodować kwiatka, a komu nie. Na koniec dzieciaki podpisały doniczki markerami by nie było wątpliwości czyje są kwiaty…
Piotr i Kasia
Akt pierwszy. Rondo.
Od 8 rano koczowaliśmy z Tomkiem na Rondzie Waszyngtona, czekając na to aż panowie z zieleni miejskiej wskażą nam gdzie możemy wykopać bratki, czy jak to oni mówią “materiał bratkowy” czy też po prostu “materiał”, który wymieniali na nowy. Szczęśliwie my jeszcze nie wpadliśmy w żargon branżowy nie mówimy o dzieciach “materiał dziecinny” czy coś w tym stylu. Ale wracając do kwiatków, kierownik pozwolił nam wykopywać bratki zlokalizowane tuż obok torów tramwajowych na Waszyngtona. Wykopaliśmy chyba 10 palet, choć to było zaledwie 10% tego co można by wziąć, ale szacowałem słusznie, że więcej tego dnia nie uda nam się rozsadzić. I tak tyle bratków jeszcze Brzeska nie widziała. Potem jeszcze czekaliśmy, aż panowie ze Służb Oczyszczania Miasta podwiozą nam “materiał” na Brzeską ale ten proces trwał dodatkowe 1,5 godziny, jednak to też urząd, swoje trzeba wyczekać, a skargi do kierownika skutkują reprymendą dla i tak sfrustrowanych robotników…
Akt Drugi. Betonowa dziewiątka.
Sadzić zaczęliśmy około 17. Na początek w męskiej ekipie: Przemo,Tomek, Piotrek z “Małego Księcia” i ja. Poszliśmy za sugestią Przema, by trafiać w podwórka, gdzie nas jeszcze nie znają i nie kochają, i gdzie nie widać żadnych “dzieciów”. Weszliśmy do “9″. Na podwórku nikogo, żadnego ogródka, ale koło muru była przerwa w betonie gdzie troszkę trawy rosło. Dokonaliśmy szybkiej konsultacji z dwiema sąsiadkami, które wyjrzały z okna. Stwierdziły, że się zgadzają na akcje, lecz że i tak wszystko samochody i psy zniszczą i że to podwórko jest na tyle brzydkie, że szkoda kwiatów. Ale przekonaliśmy je, że gdzieś musimy kwiaty zasadzić i z czasem pojawiły się też dzieci. Oprócz Oskara, którego zwerbowaliśmy po drodze, dwie lokalne dziewczynki. Z czasem podwórko ożywało, pojawiały się kolejne osoby, kolejne dzieciaki. Pojawiła się na przykład mama jednego z klubowiczów, która przyszła kupić popularny i doustny materiał łatwopalny z pewnego źródła, od sąsiadki z okna. Mama zapowiedziała, że nam ukradnie kilka bratków, ja zaproponowałem, że jej możemy nawet te bratki podarować, ale stwierdziła, że woli byśmy zamknęli oczy, a ona ukradnie. I tak pomału zespół wespół przy murku powstał długi a nawet elegancki pas bratków – zachęcamy do odwiedzania… i podlewania. Sąsiadki i dzieci mówiły co prawda, że będą podlewać, ale czy zawsze będą pamiętać?
Akt trzeci. Pawiarnia.
Gdy stworzyliśmy już bratkową grządkę, dzieciaki wsiadły do wózka i pchaliśmy je – miały dużo frajdy. Chciały dalej sadzić na piaskach, ale my je skierowaliśmy naprzeciwko Pawiarnii. Tam nasza ekipa znacząco się powiększyła i udało nam się obsadzić cały materiał bratkowy. Na dodatek bardziej energiczni chłopcy próbowali stworzyć nawet oczko wodne, co częściowo im się udało. Wykopywali doły, tworzyli kałuże, bawili się w błocie, ale już nie przeszkadzali tym, co chcieli sadzić rośliny. W międzyczasie wpadła babcia dziewczynki spod 9 i zapowiedziała, że dostanie lanie za to że przyszła bez pozwolenia. Ja tak by uchronić ją przed laniem (nie karą tylko konkretnie laniem), powiedziałem, że dziewczynka bardzo dużo bratków posadziła i porządnie pracowała, “bratki, też mi cwaniaki się znalazły, bratki będą sadzić” powiedziała babcia co myśli i poszła z dzieckiem. Przed Pawiarnią zaczął grac gość na akordeonie, także nawet mieliśmy oprawę muzyczną. Skończyliśmy około 20 i byłem bardzo zadowolony z tego dnia. Zauważyliśmy też z Przemem, że o takich późnych godzinach “na chodzie” jest jeszcze dużo różnych “dzieciów” i będę dążył do tego by trochę później tzn o 17 zaczynać akcje ogródkowe.
Tym co byli, wielkie dzięki!
Piotr wraz z ogródkową ekipą.
Dziś udaliśmy się z Kasią na znane podwórko, gdzie gościliśmy już wcześniej i gdzie ogródki na tyłach mają dwóch opiekunów: Damiana po prawej i pana Tadeusza po lewej. Ale zaczęliśmy od pierwszej części podwórka, od Maryjki, wokół której było trochę zieleni i uschłe jałowce. Ustaliliśmy, że ogródkiem zajmuje się pan Andrzej, którego jednak nie było. Żona pana Andrzeja jednak bardzo przyjaźnie odniosła się do naszej inicjatywy i pozwoliła nam działać z dużym gronem dzieci w wieku 2-6 lat plus jednym chłopcem ok 11 lat. Nawet zadzwoniła do męża i przekazała nam pozdrowienia i podziękowała “w imieniu mieszkańców tego podwórka”.
Po tym gdy mieliśmy już zielone światło ze strony autorytetów podwórkowo-ogródkowych, przeszliśmy do dzieła. Ten starszy chłopiec miał dużą potrzebę działania i rządzenia się, ustawiał maluchy, zabierał im łopaty, popychał, polewał je konewką. Działał z dużym rozmachem, jak sadził piwonię potrafił zdeptać 5, jeśli nie 10 kwiatków obok niej, a jak lał konewką, to zdejmował czubek i urządzał iście biblijny potop. I tak próbowałem uczyć go delikatności jako cnoty ogrodniczej… W końcu znaleźliśmy na niego formułę by dawać mu robotę i iść za tym co on robi. Chłopak zaczął kopać doły w sytuacji, gdy już nie było ich potrzeba i pozwoliłem mu kopać i zasypywać. Maluchy podążały za nim i też kopały dołki i je zasypywały. Energia znajdywała ujście.
W pewnym momencie po posadzeniu paprotek koło Maryjki, gdzie jest mało Słońca i mało co się przyjmuje, działaliśmy w najdalszej części podwórka. Uruchomiliśmy proces decydowania czy sadzić piwonie i truskawki w grodzonej części Damiana czy w otwartej części pana Tadeusza, gdzie nawet 4-latki mówiły “psy tam srają”, a dwie mamy kulturalniej wyjaśniały, że “psy tam się załatwiają”. Ja wcale nie widziałem tam pozostałości psiej działalności. Doszło do kompromisowego podziału roślinek, na co Damian się chyba obraził, bochciał by wszystko poszło do jego części.
Na koniec usiadłem z panem Tadeuszem na ławeczce i gospodarz podwórka chciał podzielić się ze mną czymś co bym nazwał “Brzeską tantrą” czyli sposobami na zdobycie serca kobiety, “tak że będzie ci jadła z dłoni”. Sposoby wypracował i zaobserwował w trakcie 40-letniej praktyki kelnera w pewnym barze na Powiślu. Ale to już wiedza stricte ezoteryczna, nauki trzeba pobierać u źródła…
Ze szpadłowym pozdrowieniem,
Piotr i jego ekipa
A oto zdjęcie z naszej dzisiejszej pracy:
Zaczęliśmy od podlewania dotychczasowych ogródków, okazało się, że jest to akcja, która może zając spokojnie ponad godzinę i całkiem fajny patent, bo przy okazji podlewania dużo się dzieje. Poznajemy nowe dzieciaki jak mała Diana, która lubiła łapać za moje ręce i kręcić się i latać w powietrzu. Albo nagle zniknęli Anetka i Oskar i to jeszcze z konewką i odbywał się wielopoziomowy proces szukania ich (zakończony sukcesem). Wielu dzieciom zależało by osobiście podlać, w końcu podlewały już trawę by mieć okazję cokolwiek podlać. Okazało się też, że niestety nasze paprotki z wyjątkiem jednej, najmniejszej i agresty zmarły. Pod 7 przetrwał zaś tylko jeden kwiatek. Potem poszliśmy pod Pawiarnie sadzić truskawki, agrest, paprocie. Ziemia była strasznie ciężka, dokopaliśmy się do fundamentów podobnego lokalu z drugiej strony, mnóstwo cegieł. Panowie z Pawiarni szybko wymiękli, ale nasze dzieciaki nie. Mimo to, trochę posadziliśmy.
Cały proces trwał ponad 3 godziny, planowane pierwotnie sadzenie nasionek przenieśliśmy na piątek.
Aha, dzieci były tak zaangażowane, że zapomniały nawet o dniu dziecka. No może poza dwoma klubowymi wyjadaczami, siedzącymi na murku:
-te, nie złożyłeś nam dziś życzeń!
-a wy jesteście dzieci? No bo ja myślałem, że wy to już tacy młodzi mężczyźni? – odpowiadam -konsternacja, wzajemne spojrzenia
-no to wszystkiego najlepszego, dzieciaki! – mówię i podaje im dłonie gratulując
-no, kurde, chociaż dziesięć złotych mógłbyś nam dziś dać…
Zapraszam!
Piotrek wraz z ekipą
Burza wisiała w powietrzu, miasto pełne tajniaków i policji mających chronić dwóch facetów udających się na obiad, ba nawet nad Pragą unosiły się złowrogie helikoptery. Wyszliśmy z Kasią i naszym magicznym wózkiem w poszukiwaniu dzieci. Ale zagadał nas jakiś facet, koło 45 lat, który zainteresował się nasza akcją, ale szczególnie kwiatkami. Dobiliśmy z nim targu, dostanie paprotkę, jeśli pomoże nam w sadzeniu i zorganizowaniu dzieci. Zabrał nas na podwórko 15/17 i tam od razu znalazły się dzieciaki, a także straszy pan zaangażowany w ogródek – pan Tadeusz. Okazało się że w najdalszej części podwórka znajduje się wręcz profesjonalny ogródek, którym opiekuje się Damian, nastolatek znany w klubie. Rośliny szybko zostały podzielone przez dzieciaki i sąsiadkę, która wpadła na chwile na te “high quality”, które trafiły do ogródka z płotkiem po prawej i drzewka i inne “low quality”, które zasadził pan Tadeusz po lewej, w swoim niegrodzonym ogródku. Dzieciaki mówiły, że tam gdzie sadzi Pan Tadeusz to chodzą pieski, ale Pan Tadeusz bardzo dbał o ten zagonek i nawet kasztany wcześniej tam zasadził. Akcja poszła sprawnie, wszystko rozsadziliśmy,przeniesione z Afganistanu helikoptery motywowały nas do szybkiego działania. Aha, nasz informator dostał paprotkę i wytargował jeszcze dwa kwiatki, po czym się zwinął. ale chyba na dobre wyszła współpraca z nim…
Ogródkowa Ekipa
P.S. Zapraszamy do obejrzenia zdjęć z ogródków w galerii
W środę z ogródkami poszło naszej ekipie (w składzie Kasia, Malina, Julka i ja – Piotrek) bardzo sprawnie. Tym razem starsi chłopcy nie przeszkadzali, a dzieciaki rwały się do sadzenia kwiatków. Wróciliśmy pod 11 i tam się okazało, że dwie panie przesadziły nasze kwiatki na tylne grządki, a wokół Maryjki zasadziły własne kwiatki. Ale nic nie zginęło. Dodaliśmy agrest do tylnych grządek. Widzę teraz, że w każdym podwórku trzeba sprawdzić czy nie ma takich naturalnych opiekunek ogródków. Okazało się, że panie spod 11 wyznaczają jednak pewne standardy i niektóre nasze roślinki nie kwalilfikowały się na to podwórko, bo były to zwyczajne “zielska”. Następnie poszliśmy pod 7 i tam pod drzewem nastąpiło spontaniczne sadzenie głównie przez maluchy. Tam nie było żadnych zrębów ogródka, ani zainteresowania dorosłych, Nawet zielska były rozchwytywane. Dzieciaki entuzjastycznie mówiły o końcu świata zapowiadanym w telewizji.
Zachęcamy również do obejrzenia fotorelacji z ogródków w galerii.
Wasza ogródkowa ekipa
Kochani! 18 maja zainaugurowaliśmy sezon ogródkowy najpierw na Brzeskiej 11 wokół Maryjek. Poszło nam dobrze, było dużo dzieciaków i nawet pani Agnieszka spod 11 się zaangażowała. Posadziliśmy paprotki, truskawki, a nawet czosnek! Następnym razem skontrolujemy podwórko pod na Brzeskiej 11 oraz udamy się z naszym magicznym wózkiem na Brzeską 7. Zapraszamy do śledzenia ogródkowych relacji





