Ogródkowa sztuka w dwóch aktach

Akt pierwszy. Rondo.

Od 8 rano koczowaliśmy z Tomkiem na Rondzie Waszyngtona, czekając na to aż panowie z zieleni miejskiej wskażą nam gdzie możemy wykopać bratki, czy jak to oni mówią „materiał bratkowy” czy też po prostu „materiał”, który wymieniali na nowy. Szczęśliwie my jeszcze nie wpadliśmy w żargon branżowy nie mówimy o dzieciach „materiał dziecinny” czy coś w tym stylu. Ale wracając do kwiatków, kierownik pozwolił nam wykopywać bratki zlokalizowane tuż obok torów tramwajowych na Waszyngtona. Wykopaliśmy chyba 10 palet, choć to było zaledwie 10% tego co można by wziąć, ale szacowałem słusznie, że więcej tego dnia nie uda nam się rozsadzić. I tak tyle bratków jeszcze Brzeska nie widziała. Potem jeszcze czekaliśmy, aż panowie ze Służb Oczyszczania Miasta podwiozą nam „materiał” na Brzeską ale ten proces trwał dodatkowe 1,5 godziny, jednak to też urząd, swoje trzeba wyczekać, a skargi do kierownika skutkują reprymendą dla i tak sfrustrowanych robotników…

Akt Drugi. Betonowa dziewiątka.

Sadzić zaczęliśmy około 17. Na początek w męskiej ekipie: Przemo,Tomek, Piotrek z „Małego Księcia” i ja. Poszliśmy za sugestią Przema, by trafiać w podwórka, gdzie nas jeszcze nie znają i nie kochają, i gdzie nie widać żadnych „dzieciów”. Weszliśmy do „9”. Na podwórku nikogo, żadnego ogródka, ale koło muru była przerwa w betonie gdzie troszkę trawy rosło. Dokonaliśmy szybkiej konsultacji z dwiema sąsiadkami, które wyjrzały z okna. Stwierdziły, że się zgadzają na akcje, lecz że i tak wszystko samochody i psy zniszczą i że to podwórko jest na tyle brzydkie, że szkoda kwiatów. Ale przekonaliśmy je, że gdzieś musimy kwiaty zasadzić i z czasem pojawiły się też dzieci. Oprócz Oskara, którego zwerbowaliśmy po drodze, dwie lokalne dziewczynki. Z czasem podwórko ożywało, pojawiały się kolejne osoby, kolejne dzieciaki. Pojawiła się na przykład mama jednego z klubowiczów, która przyszła kupić popularny i doustny materiał łatwopalny z pewnego źródła, od sąsiadki z okna. Mama zapowiedziała, że nam ukradnie kilka bratków, ja zaproponowałem, że jej możemy nawet te bratki podarować, ale stwierdziła, że woli byśmy zamknęli oczy, a ona ukradnie. I tak pomału zespół wespół przy murku powstał długi a nawet elegancki pas bratków – zachęcamy do odwiedzania… i podlewania. Sąsiadki i dzieci mówiły co prawda, że będą podlewać, ale czy zawsze będą pamiętać?

Akt trzeci. Pawiarnia.

Gdy stworzyliśmy już bratkową grządkę, dzieciaki wsiadły do wózka i pchaliśmy je – miały dużo frajdy. Chciały dalej sadzić na piaskach, ale my je skierowaliśmy naprzeciwko Pawiarnii. Tam nasza ekipa znacząco się powiększyła i udało nam się obsadzić cały materiał bratkowy. Na dodatek bardziej energiczni chłopcy próbowali stworzyć nawet oczko wodne, co częściowo im się udało. Wykopywali doły, tworzyli kałuże, bawili się w błocie, ale już nie przeszkadzali tym, co chcieli sadzić rośliny. W międzyczasie wpadła babcia dziewczynki spod 9 i zapowiedziała, że dostanie lanie za to że przyszła bez pozwolenia. Ja tak by uchronić ją przed laniem (nie karą tylko konkretnie laniem), powiedziałem, że dziewczynka bardzo dużo bratków posadziła i porządnie pracowała, „bratki, też mi cwaniaki się znalazły, bratki będą sadzić” powiedziała babcia co myśli i poszła z dzieckiem. Przed Pawiarnią zaczął grac gość na akordeonie, także nawet mieliśmy oprawę muzyczną. Skończyliśmy około 20 i byłem bardzo zadowolony z tego dnia. Zauważyliśmy też z Przemem, że o takich późnych godzinach „na chodzie” jest jeszcze dużo różnych „dzieciów” i będę dążył do tego by trochę później tzn o 17 zaczynać akcje ogródkowe.

 

Tym co byli, wielkie dzięki!

 

Piotr wraz z ogródkową ekipą.